niedziela, 24 sierpnia 2014
Jasiek: Od początku.
Jasiek: Od początku.: Listopad, noc. Numerek na śpiocha. Kilka dni później próba, później kolejna, generalna i występ na zakończenie szkoły charakteryzatorskiej....
Od początku.
Listopad, noc. Numerek na śpiocha.
Kilka dni później próba, później kolejna, generalna i występ na zakończenie szkoły charakteryzatorskiej. Po występie szybkie odreagowanie stresu scenicznego, drinki, szoty, znowu drinki. Efekt końcowy wiadomy, osiągnięty stan upojenia mówił, że czas opuścić lokal i wrócić do domu.
Kilka kolejnych zwykłych dni, nic specjalnego.
W Mikołajki dostałem prezent, dosłownie do ręki. Z początku myślałem, że to jakieś cukierki albo coś w tym rodzaju. Okazało się, że to spora niespodzianka. Dwie kreski na teście ciążowym. Z początku trochę mnie zatkało, nie dowierzałem, ale w końcu dotarło do mnie, że będę tatą. Przebieg rozwoju młodego w brzuchu mamy nie był lekki. To znaczy był, dla małego. W domu różnie, raz lepiej, raz gorzej, wiadomo.
Czasami afera goniła aferę. Ale suma sumarum jakoś dotrwaliśmy do końca.
Sierpień.
Pojechaliśmy z dwoma kumplami rozkręcać auto. Po dłuższym czasie dzwoni do mnie mama Janka. Pierwsze o czym pomyślałem to, żeby tylko nie zaczęła rodzić bo jestem spory kawałek od domu i nie wiem jak szybko uda mi się wrócić. W słuchawce usłyszałem, że zaczynają jej odchodzić wody. Nogi nagle zrobiły się miękkie, jakbym trochę nawet zbladł. Co robić?
Mówię do kumpla o powadze sytuacji i że musimy wracać, bo się zaczęło! Pół godziny później wpadam do domu, lekko przerażony. Szybkie pakowanie i ruszamy do szpitala. Zdecydowanie szybciej niż karetka.
Na porodówce seria badań, ankiety, zbieranie informacji, kto, co, po co i tak dalej. W końcu docieramy na salę porodową. Niby fajnie, że już na miejscu, ale nie zapowiada się na szybki poród.
Nad ranem kroplówka i w końcu zaczęło się naprawdę.
Kilka godzin i setek wdechów, wydechów, parcia i krzyku później zobaczyłem go. Mój syn, emocje były tak wielkie, że nie wiedziałem co mam powiedzieć, czy w ogóle cokolwiek powiedzieć i czy mi się to uda. Łzy szczęścia popłynęły samoistnie. W końcu był z nami, na zewnątrz. Zaczął nowy etap naszego i pierwszy swojego życia.
Zdrowy, waga i wzrost taki jak trzeba.
Zostałem ojcem. To najszczęśliwsza chwila w życiu.
Póki co nawet daje pospać w nocy. Miewa słabsze chwile i marudzi, ale jest naprawdę dobrze.
Kocham go, w końcu to mój syn.
Kilka dni później próba, później kolejna, generalna i występ na zakończenie szkoły charakteryzatorskiej. Po występie szybkie odreagowanie stresu scenicznego, drinki, szoty, znowu drinki. Efekt końcowy wiadomy, osiągnięty stan upojenia mówił, że czas opuścić lokal i wrócić do domu.
Kilka kolejnych zwykłych dni, nic specjalnego.
W Mikołajki dostałem prezent, dosłownie do ręki. Z początku myślałem, że to jakieś cukierki albo coś w tym rodzaju. Okazało się, że to spora niespodzianka. Dwie kreski na teście ciążowym. Z początku trochę mnie zatkało, nie dowierzałem, ale w końcu dotarło do mnie, że będę tatą. Przebieg rozwoju młodego w brzuchu mamy nie był lekki. To znaczy był, dla małego. W domu różnie, raz lepiej, raz gorzej, wiadomo.
Czasami afera goniła aferę. Ale suma sumarum jakoś dotrwaliśmy do końca.
Sierpień.
Pojechaliśmy z dwoma kumplami rozkręcać auto. Po dłuższym czasie dzwoni do mnie mama Janka. Pierwsze o czym pomyślałem to, żeby tylko nie zaczęła rodzić bo jestem spory kawałek od domu i nie wiem jak szybko uda mi się wrócić. W słuchawce usłyszałem, że zaczynają jej odchodzić wody. Nogi nagle zrobiły się miękkie, jakbym trochę nawet zbladł. Co robić?
Mówię do kumpla o powadze sytuacji i że musimy wracać, bo się zaczęło! Pół godziny później wpadam do domu, lekko przerażony. Szybkie pakowanie i ruszamy do szpitala. Zdecydowanie szybciej niż karetka.
Na porodówce seria badań, ankiety, zbieranie informacji, kto, co, po co i tak dalej. W końcu docieramy na salę porodową. Niby fajnie, że już na miejscu, ale nie zapowiada się na szybki poród.
Nad ranem kroplówka i w końcu zaczęło się naprawdę.
Kilka godzin i setek wdechów, wydechów, parcia i krzyku później zobaczyłem go. Mój syn, emocje były tak wielkie, że nie wiedziałem co mam powiedzieć, czy w ogóle cokolwiek powiedzieć i czy mi się to uda. Łzy szczęścia popłynęły samoistnie. W końcu był z nami, na zewnątrz. Zaczął nowy etap naszego i pierwszy swojego życia.
Zdrowy, waga i wzrost taki jak trzeba.
Zostałem ojcem. To najszczęśliwsza chwila w życiu.
Póki co nawet daje pospać w nocy. Miewa słabsze chwile i marudzi, ale jest naprawdę dobrze.
Kocham go, w końcu to mój syn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Motyw Okno obrazu. Obsługiwane przez usługę Blogger.